SZYBKOŚĆ MARZENIA

W jednej z moich ulubionych książek przeczytałam o czymś, co w skrócie przedstawię tu jako "szybkość marzenia" i chodzi tu mniej więcej o to, jak szybko jesteśmy w stanie wyprodukować w głowie konkretne marzenie. I że tylko szybkie marzenia mają możliwość spełnienia się.

Zupełnie tego nie mogłam zrozumieć, ale czułam, że to jest bardzo ważne, więc ta teoria wierciła mi dziurę w brzuchu, aż w końcu ją poczułam w sobie i zrozumiałam.

O niektórych rzeczach marzy mi się łatwiej, a o innych trudniej. Kiedyś wizualizowałam sobie nową, upragnioną pracę i nie mogłam sobie jej wyobrazić tak, bym miała poczucie, że jest w zasięgu mojej ręki. Moje marzenie, plan który snułam, miał tyle niedociągnięć, że po prostu wiedziałam, że niemożliwe jest bym dostała pracę o której marzę. Są natomiast takie rzeczy, że gdy o nich marzę, to często w czasie krótszym niż sekunda pojawia mi się ich wizja, która jest genialnie zaplanowana i to dlugoterminowo - i od tej wizji rozchodzą się inne wizje.

Teraz czas i wysiłek, który spędzam na marzeniu, jest dla mnie wskaźnikiem tego, czy to marzenie wypływa z mojego serca czy z umysłu. Gdy marzenie idzie mi szybko, to oznacza to dla mnie, że jestem na dobrej drodze, że w marzeniu używam mojej boskiej intuicji. A to, że wszystko w nim wydaje się być genialne, proste i realne, jest spowodowane tym, iż wskoczyłam na tor Wielkiego Planu, w którym każda część Wszechświata i każda istota będzie mi pomagać.

Gdy natomiast moje marzenie idzie mi powolnie, spędzam na nim minuty, dziesiątki minut, i wciąż jakoś tak jest nierealne, i wciąż mi czegoś w nim brakuje - to oznacza to, że staram się robić coś wbrew swojemu sercu. Że kieruje mną mój umysł, pragnienia, które tak naprawdę nie są moje. I marzę o czymś, co wydaje mi się, że mnie uszczęśliwi, a tak naprawdę uzyskam odwrotny efekt.

Kiedyś marzyłam o posadach w wielkich firmach. Miały to być odpowiedzialne stanowiska, gdzie mogę sobie porządzić ludźmi, wykazać się, być niezależną i mieć podwładnych. W tych marzeniach też chodziło mi o to, by zaspokoić wizje moich rodzicow dotyczące mojej przyszłości. Oni marzyli o dobrej, bezpiecznej i znaczącej posadce dla mnie. Ich marzenia stały się moimi marzeniami - gdy tak naprawdę są dalekie od tego, czego dla siebie pragnę.

Tak naprawdę ja nie lubię czuć się odpowiedzialną, nie lubię wielkich zleceń, nie lubię presji, nie lubię zarządzać ludźmi i nie lubię mieć przełożonych nad sobą – więc to zdecydowanie nie były moje marzenia.

Zauważyłam, że mam dwa typy marzeń – takie, o których nie marzę, bo to są za dobre i zbyt wspaniale marzenia aby mogły się dla mnie ziścić – drugi rodzaj marzeń to te, które świadomie sobie narzucam, bo wydają mi się realistyczne.

Okazało sie, że te wspaniałe albo zbyt wspaniałe dla mnie marzenia są tym, o czym marzy moje serce, i że tak naprawdę łatwiej będzie mi je osiągnąć niż jakiekolwiek marzenie wymyślone przez mój umysł. Do realizacji marzenia potrzebna jest współpraca wszechświata - a wszechświat nie zrobi nic, by nas skrzywdzić. Więc nie pomoże nam w realizacji marzenia, którego tak naprawdę dla siebie nie chcemy. Więc nie marnujmy na te marzenia czasu!

Czasem wpadam w pułapkę, gdy przypominam sobie, że mam marzyć o czymś wielkim, a nie o tych byle jakich marzeniach. Marzyć o czymś wielkim, to nie znaczy marzyć o stanowisku, które znacznie przekracza nas potrzebnymi do niego kwalifikacjami, to nie znaczy marzyć o wielkim domu z dwunastoma pokojami i Lamborghini w garażu. To znaczy marzyć o tym, czego naprawdę chcemy, marzyć o tym, o czym śpiewa nam dusza.

Ja zawsze marzyłam o dużym luksusowym domu z widokiem na plażę. I wydawało mi się, że to jest to moje najprawdziwsze marzenie. Przechodząc koło takich domów rozpływałam się w zachwycie i myślałam, że ich właściciele są wielkimi szczęściarzami. Okazało się jednak, że taki dom to nie jest moje prawdziwe marzenia. Moim prawdziwym marzeniem jest mały domek, porośnięty pnączami wina, gdzieś na jakiejś polanie w górach. I gdy tylko skontaktowałam się z moim prawdziwym marzeniem, od razu pojawiły się widoki na to, by mieć to o czym marzę. Natychmiast pojawił się plan, jak to zrobić, by właśnie taki dom sobie kupić. I wszystko stało się proste i możliwe.

Nie mam tu na myśli tego, by marzyć o rzeczach prostszych, mniejszych czy tańszych – ale to, by marzyć o tym, czego się tak naprawdę chce.

Dobrymi pytaniami, by odkryć to, czego się tak na prawde chce, jest:

Gdyby wszystko było możliwe, to jak wyglądałoby moje życie?
Gdybym mógł zaplanować moje życie od nowa, jak by ono wyglądało?
Czy to, czego pragnę dla siebie, to są moje prawdziwe marzenia, czy może nauczyłem się o tym marzyć, albo wypada o tym marzyć, albo zasugerowałem się tym, o czym wszyscy marzą?
Czy moim marzeniem uszczęśliwię siebie, czy może po prostu lepiej wypadnę w oczach innych?